Rodzinne pomaganie

Niemożliwe jest możliwe

Czy można wyjść z bezdomności ? Czy można pozbyć się nałogów? Czy można znaleźć pomocnych ludzi ? Czy to możliwe ? Wielu odpowie, że bezdomni sami zgotowali sobie swój los… Alkohol i inne nałogi doprowadziły ich do tego…. Lubią takie życie…. Są ośrodki pomocy, które mają za zadanie opiekować się i pomagać takim osobom… Tylko czy to wystarcza ? Czy nie warto czasem wyciągnąć pomocną dłoń ? Poznajcie historię 58 letniego Grzegorza, znanego okolicznym mieszkańcom pod pseudonimem Gwizdek. Od 40 lat bezdomny, wychowywany przez ulicę. Był trudnym dzieckiem, uczył się w szkole specjalnej i przysparzał kłopotów rodzicom. Kiedy miał 18 lat musiał się, delikatnie mówiąc – usamodzielnić i wylądował na ulicy. Pracował w nieistniejącym już zakładzie obuwniczym Zgoda, gdzie zajmował się przyklejaniem obcasów. Jego losy zależały od tego, kto kiedy go przygarnie, kto nim się zainteresuje. Czasami trafiał na dobrych ludzi, którzy dawali mu pracę i schronienie, a czasami takich, którzy chcieli go wykorzystać i namawiali do złego. Często zrzucał węgiel na starym mieście i pomagał na stoisku z warzywami. Pomieszkiwał gdzie popadnie, w miejskiej toalecie, w opuszczonych lokalach, czasami w noclegowni. Pił z bezsilności i „ bo wszyscy pili” . Jak przetrwać w takich warunkach przez 40 lat, jak żyć. W tym roku stanął przed szansą. Rozchorował się i trafił do szpitala. Jego nieobecnością zainteresowała się jedna z mieszkanek starego miasta, Pani Urszula.

Od straganiarza, któremu pomagał dowiedziała się, że jest w szpitalu. Od Pani Dyrektor oraz pracownika socjalnego szpitala dowiedziała się o jego sytuacji zdrowotnej. Trafił z wieloma chorobami związanymi z nałogiem i bezdomnością . Udała się również do Pani Dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, aby dowiedzieć się jakie są sposoby pomocy takiej osobie. Mimo ogromnego zaangażowania wszystkich osób okazało się, że proceduralnie jest to mało prawdopodobne. Można mu pomóc jeżeli podejmie się terapii, na którą czeka się kilka miesięcy. Krótko mówiąc wychodzi ze szpitala na ulicę, otrzymuje skierowanie, jedzie do ośrodka odwykowego i tak rezerwuje sobie pobyt. Dla wielu z nas to prosta procedura, ale dla wieloletniego bezdomnego ? Pani Urszula postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Pojechała do Ośrodka Uzależnień w Gorzycach w celu załatwienia dla niego miejsca. Mimo braku miejsc, wspólnie z pielęgniarka oddziałową znalazły sposób, aby przyjąć Pana Grzegorza na oddział. Warunek, musi mieć skierowanie i musi się stawić na drugi dzień o 8.00 na izbę przyjęć. Pani Urszula stanęła przed kolejnym wyzwaniem, jak to tak szybko zorganizować i jak to powiedzieć Panu Grzegorzowi, który nie wiedział jeszcze nic o tej akcji. Biorąc pod uwagę jej charyzmę i determinację nie było z tym jednak większych problemów. Wszystkie osoby zaangażowane w proces stanęły na wysokości zadania gromadząc odpowiednie dokumenty w przyspieszonym czasie a Pan Grzegorz został postawiony przed faktem dokonanym. Ucieszył się na widok Pani Urszuli i jej męża, bo widywał ich na straganie i często mu pomagali. Podjął wyzwanie i rozpoczął terapię. Pani Urszula wraz z mężem odwiedzali go systematycznie dowożąc niezbędne zakupy i wpierając go w terapii nieustająco ( do tej pory, pozostaje z nimi w kontakcie i odwiedza regularnie). Po sześciu tygodniach trafił do Domu Towarzystwa Pomocy im. Świętego Alberta w Wodzisławiu Śląskim, w którym miejsce wcześniej zorganizowała mu, wiadomo kto. W międzyczasie Pani Urszula pomogła wypełnić i złożyć dokumenty o przyznanie świadczeń dla osoby niepełnosprawnej, rozmawia o jego przyszłej pracy w zakładach zatrudniających takie osoby, przygotowuje skierowanie do okulisty i stomatologa. Analizuje także kolejne działania, które pozwolą mu się usamodzielnić. Spotyka na swoje drodze ludzi, którzy twierdzą, że to się nie uda, że alkoholik zostanie alkoholikiem a bezdomny bezdomnym. Nie osłabia to jej ducha walki o przyszłość Grzegorza, chce udowodnić, że niemożliwe jest możliwe.

Z bezdomności można wyjść małymi kroczkami. W tej chwili prowadzona jest zbiórka pieniędzy, aby Grzegorzowi zakupić okulary i naprawić uzębienie. Jeżeli i Państwo wierzycie, że niemożliwe jest możliwe i Pan Grzegorz może wyjść z bezdomności i warto mu pomóc to prosimy o wsparcie zbiórki. Zróbmy wspólnie świąteczny prezent naszemu lokalnemu bezdomnemu, który już dzisiaj ma dach nad głową. https://zrzutka.pl/fjmh3j.

Przy tej okazji Pani Urszula Serdecznie dziękuje lekarzom i pielęgniarkom Szpitala w Wodzisławiu Śląskim, Dyrektorowi Ośrodka Uzależnień w Gorzycach, cudownej Pani oddziałowej, personelowi i fantastycznym terapeutom. Pani Dyrektor i personelowi MOPSu w Wodzisławiu Śląskim, a nade wszystko Pani Urszuli kierowniczce Domu Towarzystwa Pomocy im. Świętego Alberta w Wodzisławiu Śląskim, która z ogromną nadzieją, wiarą i radością przyjęła go pod dach domu przy ulicy Rzecznej.

A tak wygląda po pół roku

Pamiętacie Grzegorza, naszego nowego obywatela? Zbieraliśmy dla niego na okulary, zęby…… , i inne niezbędne rzeczy, które były potrzebne, w tym pierwszym etapie wychodzenia z bezdomności Dzięki wielu z was, szybko udało się uzbierać bardzo potrzebne pieniądze, za które Grzegorz jest bardzo wdzięczny. Wszystkim bardzo serdecznie dziękuje. Te pieniądze w pełni stały się wędką, a nie rybą i były bardzo pomocne w tym pierwszym etapie. Dzisiaj Grzegorz już zarabia na siebie i mimo że nie są to powalające kwoty, radzi sobie już nie źle i wystarcza mu na leki i drobne wydatki. Uczy się życia. Nadchodzi wiosna i z nią ciepłe dni, to dla wychodzących z bezdomności trudny czas, będzie potrzebował naszego wsparcia, jak spotkacie go na mieście, poklepcie po plecach i życzcie powodzenia, bardzo tego potrzebuje i to docenia.

Opublikowany przez Krzysztof Dybiec Sobota, 2 marca 2019

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *